Mikroplastik był obecny w każdym z 11 jezior przebadanych w północno-wschodniej Polsce. Największe stężenia notowano tam, gdzie presja człowieka była silniejsza. Badanie łączy problem zanieczyszczenia wód z codziennymi źródłami mikrowłókien, w tym z praniem odzieży syntetycznej.
Presja człowieka wyraźnie odbija się na wodzie
Naukowcy z Politechniki Poznańskiej i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego analizowali próbki z jezior Pojezierza Mazurskiego, Wigierskiego Parku Narodowego i Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Mikroplastik wykryto we wszystkich badanych zbiornikach.
Łącznie notowano od 47 do 875 cząstek na metr sześcienny wody. W jeziorach miejskich i nieobjętych ochroną wartości wynosiły 285–845 włókien na metr sześcienny, podczas gdy na terenach chronionych 33–370. Badacze wskazali wyraźny związek między zaludnieniem otoczenia a liczbą mikrowłókien.
Wyniki opublikowano w czasopiśmie naukowym „Chemosphere”. Dla mieszkańców i turystów nie oznacza to automatycznie bezpośredniego zagrożenia zdrowotnego przy każdym kontakcie z wodą, ale pokazuje skalę rozprzestrzeniania się tworzyw sztucznych w środowisku.
Istotny jest też praktyczny wniosek: mikroplastik nie pozostaje problemem mórz i oceanów. Trafia również do śródlądowych akwenów, w tym jezior kojarzonych z czystą przyrodą i turystyką. Ograniczenie emisji mikrowłókien wymaga działań zarówno po stronie oczyszczania ścieków, jak i producentów tekstyliów oraz gospodarstw domowych.
Źródła
Formaty reklamowe wewnątrz artykułu
Reklamy wplecione między akapity najlepiej działają w układzie poziomym lub prostokątnym.
