Japońskie władze przeznaczyły rekordowe 15,4 bln jenów, około 96,5 mld dolarów, na interwencje walutowe między końcem lipca a końcem sierpnia. Skala działań pokazuje, jak poważnym problemem dla Tokio stał się słaby jen i rosnące koszty importu.
Dane ministerstwa finansów potwierdziły największą w historii miesięczną skalę operacji mających wesprzeć jena. Waluta przez wiele tygodni pozostawała w pobliżu najsłabszych poziomów od niemal czterech dekad. Władze obawiają się, że gwałtowna przecena podnosi ceny energii i żywności oraz ogranicza realne dochody gospodarstw domowych.
Japonia jest silnie uzależniona od importu surowców energetycznych. Kiedy jen traci na wartości, koszt zakupu ropy i gazu w dolarach rośnie, nawet jeśli ceny samych surowców pozostają stabilne. Przy obecnej zmienności na rynku ropy efekt walutowy dodatkowo zwiększa presję inflacyjną.
Rynek patrzy na Bank Japonii
Sama interwencja walutowa może spowolnić spadek jena, ale inwestorzy uważają, że trwała zmiana trendu wymaga również wyższych stóp procentowych. Oczekiwania przed wrześniowym posiedzeniem Banku Japonii przesunęły się w stronę dalszego zacieśnienia polityki. W części rynku prawdopodobieństwo podwyżki oceniane jest już na wyraźnie ponad połowę.
Amerykański sekretarz skarbu Scott Bessent mówił pod koniec sierpnia, że ostatnie ruchy jena są „pretty well contained”, ale jednocześnie sygnalizował oczekiwanie dalszych działań po stronie Japonii. Jego wypowiedzi wzmocniły przekonanie, że różnica w stopach procentowych między USA a Japonią może się stopniowo zmniejszać.
Kosztowna obrona nie rozwiązuje problemu
Rekordowe 15,4 bln jenów pokazuje gotowość Tokio do reagowania, lecz jednocześnie podkreśla ograniczenia interwencji. Jeżeli inwestorzy nadal będą otrzymywali wyższy zwrot z aktywów dolarowych niż z japońskich, presja na jena może powracać. Dlatego rynek coraz uważniej śledzi komunikację Banku Japonii, a nie tylko operacje ministerstwa finansów.
Dla japońskiej gospodarki stawka jest wysoka. Mocniejszy jen zmniejsza koszt importu, lecz może ograniczać zyski eksporterów. Władze próbują więc uniknąć zarówno gwałtownej przeceny waluty, jak i zbyt szybkiego jej umocnienia.
Dlaczego jen jest problemem politycznym
Słaba waluta ma w Japonii ambiwalentny bilans. Eksporterzy, tacy jak producenci samochodów i maszyn, korzystają z przeliczania zagranicznych zysków na jeny, a sektor turystyczny przyciąga odwiedzających dzięki niższym cenom. Jednocześnie przeciętne gospodarstwo domowe płaci więcej za importowaną energię, żywność i część dóbr konsumpcyjnych. Gdy płace nie rosną równie szybko jak ceny, kurs walutowy staje się bezpośrednim problemem społecznym i politycznym.
Dlatego decyzje Banku Japonii są oceniane nie tylko pod kątem inflacji, ale też wpływu na walutę. Podwyżka stóp może zwiększyć atrakcyjność japońskich aktywów i zmniejszyć różnicę rentowności wobec USA. Z drugiej strony zbyt szybkie zacieśnienie polityki uderzałoby w zadłużone przedsiębiorstwa, rynek nieruchomości i budżet państwa, który musi obsługiwać bardzo wysoki dług publiczny.
Władze próbują więc działać kilkoma kanałami jednocześnie: interweniować na rynku, sygnalizować gotowość do zmian stóp i ograniczać spekulacyjne ruchy. Rekordowy koszt ostatnich operacji pokazuje jednak, że sama sprzedaż rezerw nie może być strategią bez końca. Jeżeli jen ma trwale odzyskać część wartości, rynek musi uwierzyć w zmianę relacji między polityką pieniężną Japonii a polityką największych banków centralnych świata.
Interwencje walutowe mają też ograniczenie wynikające z oczekiwań rynku. Jeśli inwestorzy uznają, że różnica stóp procentowych między Japonią a USA pozostanie szeroka, mogą po każdej interwencji ponownie sprzedawać jena. Wtedy władze muszą wydawać kolejne miliardy dolarów, aby osiągać ten sam efekt. Z tego powodu skuteczniejsze są zwykle działania wspierane zmianą fundamentów: wyższymi stopami w Japonii, niższymi w USA albo poprawą bilansu handlowego i napływu kapitału do japońskich aktywów.
Dla eksporterów słaby jen bywa korzystny, ale politycznie jego skrajne osłabienie jest coraz trudniejsze do akceptacji. Droższy import przekłada się na rachunki za energię i żywność, co odczuwają gospodarstwa domowe. Rząd musi więc godzić interes przemysłu eksportowego z presją kosztów życia. Rekordowa kwota przeznaczona na obronę waluty pokazuje, że Tokio uznało tempo wcześniejszego osłabienia za niebezpieczne. Kolejne ruchy będą zależeć od decyzji Banku Japonii oraz od ścieżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.
Rynek będzie również zwracał uwagę na sposób komunikowania kolejnych decyzji przez ministerstwo finansów. Sama groźba interwencji bywa wystarczająca, aby część inwestorów ograniczyła krótkie pozycje w jenie, lecz efekt jest zazwyczaj przejściowy, jeśli nie towarzyszą mu zmiany w polityce pieniężnej. W praktyce Tokio próbuje więc wpływać zarówno na realny popyt na walutę, jak i na oczekiwania. To tłumaczy, dlaczego wypowiedzi urzędników i bankierów centralnych potrafią wywoływać gwałtowne ruchy jeszcze zanim na rynek trafią środki z rezerw.
Źródła
Formaty reklamowe wewnątrz artykułu
Reklamy wplecione między akapity najlepiej działają w układzie poziomym lub prostokątnym.
