Ceny ropy wzrosły w czwartek pod wpływem obaw o transport surowców z Bliskiego Wschodu. Późniejsze deklaracje prezydenta USA ograniczyły część zwyżki.
W czwartek rynek ropy reagował na niepewność wokół Iranu, zagrożenia dla żeglugi w cieśninie Ormuz i zakłócenia produkcji w Zatoce Meksykańskiej. Według Reutersa ceny surowca przejściowo wzrosły o ponad pięć procent, po czym część wzrostu została zredukowana po wypowiedzi Donalda Trumpa wykluczającej amerykański atak na Iran w najbliższym czasie. Na sytuację wpływa również zamykanie instalacji naftowych przed huraganem.
Dla Polski, która importuje ropę i paliwa, utrzymujące się wysokie ceny światowe mogą oznaczać wzrost presji kosztowej na rafinerie, przewoźników i kierowców. Nie ma jednak prostego przełożenia jednodniowego ruchu notowań na natychmiastową zmianę cen przy dystrybutorach. Decydują także kurs dolara, marże, zapasy i podatki.
Warto zatem odróżnić krótkotrwałą panikę giełdową od trwałego zakłócenia dostaw.
Dla kierowców i firm transportowych liczy się nie sama chwilowa cena ropy, lecz jej utrzymanie w kolejnych dniach. Ceny paliw zależą również od kursu dolara, podatków, kosztów logistyki i polityki cenowej sprzedawców.
Reuters wskazał, że niepewność w rejonie cieśniny Ormuz nałożyła się na ryzyko utraty części wydobycia w Zatoce Meksykańskiej. Tam przedsiębiorstwa naftowe wstrzymywały działalność na wybranych platformach w związku ze zbliżającym się huraganem. Obawy o dostawy dotyczyły więc jednocześnie transportu morskiego i produkcji surowca.
Po zapowiedzi Donalda Trumpa, że Stany Zjednoczone nie przeprowadzą ataku na Iran przed listopadowymi wyborami do Kongresu, rynek ograniczył część zwyżki. Nie oznaczało to rozwiązania problemów żeglugowych. Polscy kierowcy nie powinni jednak utożsamiać ceny pojedynczej sesji handlowej z natychmiastową podwyżką na stacjach: działają również kurs walut i wcześniej zakupione zapasy.
Źródła
Formaty reklamowe wewnątrz artykułu
Reklamy wplecione między akapity najlepiej działają w układzie poziomym lub prostokątnym.
