Na ekranie był Dyzmą i gospodarzem Aniołem, prywatnie żył intensywnie i często chaotycznie. Roman Wilhelmi miał dwa małżeństwa, liczne związki i trudną relację z synem Rafałem. Po śmierci prawa i tantiemy przypadły jego ostatniej partnerce, Lilianie Kęszyckiej.
Roman Wilhelmi należał do tych aktorów, których obecność potrafiła zdominować cały kadr. „Kariera Nikodema Dyzmy”, „Alternatywy 4”, „Ćma” czy „Czterej pancerni i pies” dały mu pozycję jednego z najbardziej charakterystycznych polskich aktorów powojennych. Za sukcesem zawodowym kryło się jednak życie prywatne pełne napięć, rozstań i decyzji, które po latach nadal budzą emocje.
Miłości, które nie wytrzymywały jego tempa
Wilhelmi był dwukrotnie żonaty. Pierwsze małżeństwo z Danutą rozpadło się po kilku latach. Później związał się z węgierską tłumaczką Mariką Kollar, z którą miał syna Rafała. Także ten związek zakończył się rozwodem. Wspomnienia bliskich i partnerek opisują aktora jako człowieka niezwykle czarującego, ale zarazem nieprzewidywalnego i pochłoniętego pracą.
W jego biografii pojawiają się romanse m.in. z aktorkami, a Kazimierz Kutz mówił o Wilhelmim jako o „wielkim romansowiczu”. Ostatnią partnerką aktora była Liliana Kęszycka, sekretarka planu poznana przy „Karierze Nikodema Dyzmy”. Według relacji znajomych to przy niej zaczął prowadzić spokojniejsze życie i ograniczać część dawnych nawyków.
Najbardziej bolesnym wątkiem pozostaje relacja z synem. Rafał Wilhelmi wspominał, że ojciec często nie dotrzymywał obietnic i bywał nieobecny. Jednocześnie podkreślał, że nie uważał go za złego człowieka i po latach potrafił oddzielić prywatne rozczarowania od podziwu dla jego aktorstwa.
Spadek dla ostatniej partnerki
Po śmierci aktora w 1991 roku syn nie odziedziczył praw i tantiem związanych z jego dorobkiem. W wypowiedziach cytowanych przez „Vivę” Rafał mówił, że ojciec zapisał spadek „w dziwnych okolicznościach konkubinie”, a tantiemy za wznawiane seriale trafiały do innej osoby. Jednocześnie zaznaczał, że nie chodzi mu o pieniądze.
Wilhelmi zmarł 3 listopada 1991 roku na raka wątroby; źródła wspominają również o przerzutach do płuc. Bliscy mieli nie mówić mu wprost o skali choroby. Aktor do końca planował kolejne role i wyjazdy.
Historia jego życia nie daje łatwego morału. Pokazuje raczej cenę skrajnego temperamentu i całkowitego podporządkowania się zawodowi. Pozostawił wybitne role, ale też relacje, których nie potrafił naprawić. I to właśnie napięcie między wielkością sceniczną a prywatnym chaosem sprawia, że biografia Wilhelmiego wciąż interesuje kolejne pokolenia.
Biografia Wilhelmiego od dawna funkcjonuje na dwóch planach. Pierwszy to historia aktora o niezwykłej sile scenicznej, kojarzonego m.in. z Nikodemem Dyzmą i Olgierdem Jaroszem. Drugi to życie prywatne, które sam budował znacznie mniej konsekwentnie niż role: małżeństwa, romanse, długie okresy nieobecności i relacje pozostawiające po sobie żal bliskich.
Aktor był dwukrotnie żonaty. Z drugiego małżeństwa miał syna Rafała. Wspomnienia rodziny i późniejsze publikacje pokazują, że ojcostwo nie układało się w prostą opowieść o bliskości. Wilhelmi pracował intensywnie, prowadził burzliwe życie uczuciowe i miał opinię człowieka, który łatwo zdobywał sympatię kobiet. Jednocześnie jego syn po latach mówił o tej historii bez próby budowania legendy idealnej rodziny.
Najwięcej emocji wywołuje kwestia spadku. Rafał Wilhelmi mówił w wywiadzie, że po ojcu niczego nie odziedziczył, a prawa i tantiemy zostały zapisane ostatniej partnerce aktora, Lilianie Kęszyckiej. Syn określał ją jako konkubinę ojca i podkreślał, że sam nie chciał prowadzić wojny o pieniądze. To jego relacja o rodzinnych rozliczeniach, a nie sądowe ustalenie o rzekomym bezprawnym pozbawieniu spadku.
Ostatnie lata życia artysty przypadły na ciężką chorobę. Wilhelmi zmarł 3 listopada 1991 roku na raka wątroby. Miał 55 lat. Wspomnienia o nim często podkreślają kontrast między sceniczną energią a prywatnym chaosem: człowiekiem zdolnym do wielkiej koncentracji w pracy i jednocześnie prowadzącym życie, które wystawiało najbliższych na trudne próby.
Po ponad trzech dekadach od jego śmierci warto oddzielać udokumentowane fakty od anegdot. Romanse i skomplikowane relacje rodzinne są częścią biografii aktora, ale nie zastępują jego dorobku. Z kolei opowieść syna o testamencie pokazuje cenę, jaką rodzina może płacić za życie wielkiej osobowości – bez potrzeby dopisywania sensacyjnych szczegółów, których źródła nie potwierdzają.
Współpracownicy wspominali go jako aktora wymagającego przede wszystkim od siebie. Potrafił godzinami pracować nad gestem, tempem wypowiedzi i sposobem budowania postaci. Ta zawodowa dyscyplina kontrastowała z nieuporządkowanym życiem poza sceną. Właśnie dlatego opowieść o Wilhelim nie mieści się w prostym schemacie „geniusz i skandalista”. Był artystą o ogromnym warsztacie, ale także człowiekiem, którego wybory osobiste miały konsekwencje dla żon, partnerek i syna. Dopiero oba te obrazy razem pozwalają zrozumieć, dlaczego jego biografia wciąż budzi tak duże zainteresowanie.
Źródła
Formaty reklamowe wewnątrz artykułu
Reklamy wplecione między akapity najlepiej działają w układzie poziomym lub prostokątnym.
