Inicjatywa „150 proc.” Rafała Brzoski zebrała ponad 64 tys. podpisów. Autorzy petycji chcą, by platforma reklamowa, która zarabia na oszukańczej reklamie, płaciła karę równą 150 proc. przychodu z jej emisji.
64 tysiące podpisów i prosty mechanizm kary
Akcja „150 proc. STOP SCAM” przebiła poziom 64 tys. podpisów i w ciągu kilku dni stała się jednym z najgłośniejszych obywatelskich projektów dotyczących odpowiedzialności platform internetowych. Na stronie inicjatywy zapisano prostą zasadę: platforma, która zarobi na emisji reklamy oszustwa, miałaby oddać 150 proc. przychodu uzyskanego z tej konkretnej reklamy. Pieniądze miałyby zasilać fundusz kompensacyjny.
Brzoska nie zaczyna tego sporu od zera. Jego wizerunek był wykorzystywany w reklamach fałszywych inwestycji, w tym w materiałach typu deepfake. W sierpniu 2024 r. Prezes UODO nakazał Mecie czasowo wstrzymać w Polsce wyświetlanie fałszywych reklam wykorzystujących prawdziwe dane przedsiębiorcy. W marcu 2025 r. UODO poinformował, że Meta wycofała skargi na te postanowienia.
Presja przenosi się z platform na rząd
Dziś inicjatywa ma szerszy cel niż ochrona nazwiska jednego przedsiębiorcy. Na 150proc.pl wskazywane są phishing, fałszywe sklepy, oszustwa inwestycyjne, przejęcia kont i deepfake’i. Brzoska przekonuje, że same apele do koncernów technologicznych nie wystarczą i potrzebny jest mechanizm finansowy, który odwróci ekonomiczny bodziec: reklamodawca-oszust nie może być źródłem przychodu bez ryzyka dla platformy.
Najtrudniejszy etap dopiero przed autorami petycji. Trzeba przełożyć hasło „150 proc.” na normę prawną: ustalić, kto stwierdza, że reklama była oszustwem, od jakiej podstawy liczyć przychód, jak działać przy reklamach transgranicznych i jak pogodzić polski mechanizm z prawem Unii Europejskiej. Dlatego sukces internetowej zbiórki podpisów jest politycznym sygnałem, ale nie jest jeszcze gotową ustawą.
Dla rządu problem jest niewygodny, bo łączy ochronę konsumentów z regulacją globalnych platform. Im więcej podpisów, tym trudniej odpowiedzieć jedynie komunikatem o trwających analizach. Inicjatywa Brzoski będzie więc testem nie tylko dla Mety i innych platform, lecz także dla zdolności państwa do szybkiego przełożenia społecznej presji na wykonalne prawo.
Projekt ma jeszcze jedną cechę, która tłumaczy jego internetową popularność: sprowadza skomplikowaną debatę o odpowiedzialności platform do jednej liczby. Użytkownik nie musi znać konstrukcji Digital Services Act ani procedur UODO, aby zrozumieć zasadę, że firma nie powinna finansowo korzystać z reklamy będącej oszustwem. Ta prostota jest politycznym atutem, ale prawnik będzie musiał rozłożyć ją na wiele szczegółowych obowiązków.
W tle jest problem asymetrii informacji. Ofiara widzi reklamę i ponosi ryzyko utraty oszczędności, natomiast platforma posiada dane o reklamodawcy, emisji, płatności, zasięgu i historii konta. Z punktu widzenia egzekwowania prawa właśnie dostęp do tych danych może być ważniejszy niż sama wysokość sankcji. Bez szybkiego zabezpieczenia informacji trudno będzie dowieść, ile konkretnie platforma zarobiła na danej kampanii.
Inicjatywa będzie również testowana przez przeciwników regulacji. Mogą oni argumentować, że zbyt automatyczna odpowiedzialność skłoni platformy do nadmiernego blokowania legalnych reklam. Dlatego o jakości projektu zdecyduje nie samo hasło 150 proc., lecz precyzyjna definicja oszustwa, procedura dowodowa i możliwość szybkiego odwołania.
Źródła
- 150proc.pl – oficjalna strona inicjatywy
- Wyborcza.biz – ponad 64 tys. podpisów
- UODO – Meta cofnęła skargi ws. Brzoski i Mensah
- UODO – zakaz reklam z użyciem danych Brzoski
Formaty reklamowe wewnątrz artykułu
Reklamy wplecione między akapity najlepiej działają w układzie poziomym lub prostokątnym.
